wtorek, 16 lutego 2016
Kino
Jak wiadomo były Walentynki. Szczerze Wam tu napiszę, ze nie przepadam za tym komercyjnym świętem, ale nie mam nic przeciwko zakochanym, oczywiście gdy są zakochani cały rok, a nie tylko w tym dniu. No dobra niech już sobie będzie ten jeden dzień w roku, gdzie każdy manifestuje swoja miłość. Ok, ale ja nie o tym dziś. Dzisiaj chcę Was zaprosić na film do kin na " Planetę singli". Tak się złożyło, ze właśnie w Walentynki wybrałyśmy się na ta Polską romantyczną komedię. No co ja Wam będę pisać? Polecam! Polecam! Polecam!! Film pierwsza klasa, a do tego aktorzy spisali się na 6!!! Weronika Książkiewicz była po prostu genialna. Film jest zabawny, ale momentami łzy mi płynęły po policzkach. Reasumując, film godny polecenia, zachęcam każdego..
Reaktywacja
No chyba czas reaktywować bloga!! Dawno mnie tu nie było, ale natłok obowiązków tak mnie przytłoczył, że nie miałam czasu nawet na przeczytanie książki nie wspominając już o blogu. No cóż czasem, życie nas tak absorbuje, ale nie ma co się nad tym już rozwodzić. Ostatnie miesiące dosłownie przeleciały mi przez palce, ale teraz już mam dużo więcej czasu, więc na pewno będę tu częściej zaglądała. Teraz lecę zrobić sobie pyszną kawkę i biorę się za kolejny wpis.
piątek, 24 lipca 2015
Dzieje się źle..
To co wczoraj wydawało mi się normalnie coraz bardziej przeradza się w niechęć. Nie chce mi się patrzeć na to co się dzieje w tym kraju. To jakiś absurd. Gorsze jest jednak to, że nie ma żadnej alternatywy.
piątek, 17 lipca 2015
Suszone owoce
Mamy działkę, nie dużą, około 400 metrów kwadratowych.
Z jednej strony jest skalniak i posadzone w rządkach kwiaty. Z drugiej jest posiana trwa i rosną drzewka owocowe. A po środku stoi drewniana altanka. Dla nas w zupełności wystarczy.
Z racji tego, że dzieciaki już są dorosłe i dawno wyfrunęły z domu, a mieszkają daleko, jak przychodzi sezon owocowy, nie ma kto ich jeść. Część przerabiam na kompoty, część na dżemy. Jednak od ponad dwóch lat także suszę owoce. Zarówno jabłka, jak i śliwki, morele, a nawet gruszki.
Z jednej strony jest skalniak i posadzone w rządkach kwiaty. Z drugiej jest posiana trwa i rosną drzewka owocowe. A po środku stoi drewniana altanka. Dla nas w zupełności wystarczy.
Z racji tego, że dzieciaki już są dorosłe i dawno wyfrunęły z domu, a mieszkają daleko, jak przychodzi sezon owocowy, nie ma kto ich jeść. Część przerabiam na kompoty, część na dżemy. Jednak od ponad dwóch lat także suszę owoce. Zarówno jabłka, jak i śliwki, morele, a nawet gruszki.
Refleksja
Naszła mnie dziś taka myśl, o tym że nie warto rozpaczać.
Mam koleżankę, która rozwiodła się jakiś czas temu z mężem. Po 20 latach wspólnego życia. To on ją zostawił.
Wiadomo, najpierw rozpacz, niedowierzanie i po prostu czysta złość się w niej tliła. Muszę przyznać, że była mocno załamana. Jak to ją mąż zostawił? Dla młodszej??
Nie szło jej w nijaki sposób pocieszyć, aż pewnego dnia puściło. Żal przeszedł i zaczęła żyć. Normalnie. Znowu wstało słońce i było milion rzeczy do zrobienia...
Obecnie jest bardzo szczęśliwa i ponownie zakochana. Aktualny wybranek jest zabójczo przystojnym, mądrym i zrównoważonym człowiekiem. Ex mąż nie dosięga mu do pięt. Pomimo naszych tłumaczeń, że po każdej burzy wychodzi słońce i czas leczy rany, nie chciała nas słuchać. A teraz okazuje się, że to było najlepsze co mogło ją spotkać...
Nie dramatyzujmy...trzeba sobie dać czas na przebolenie swojej sytuacji..ale potem należy wziąć się do kupy i śmiało patrzeć do przodu. Leżenie na podłodze we łzach i tak nic nie zmieni..
Mam koleżankę, która rozwiodła się jakiś czas temu z mężem. Po 20 latach wspólnego życia. To on ją zostawił.
Wiadomo, najpierw rozpacz, niedowierzanie i po prostu czysta złość się w niej tliła. Muszę przyznać, że była mocno załamana. Jak to ją mąż zostawił? Dla młodszej??
Nie szło jej w nijaki sposób pocieszyć, aż pewnego dnia puściło. Żal przeszedł i zaczęła żyć. Normalnie. Znowu wstało słońce i było milion rzeczy do zrobienia...
Obecnie jest bardzo szczęśliwa i ponownie zakochana. Aktualny wybranek jest zabójczo przystojnym, mądrym i zrównoważonym człowiekiem. Ex mąż nie dosięga mu do pięt. Pomimo naszych tłumaczeń, że po każdej burzy wychodzi słońce i czas leczy rany, nie chciała nas słuchać. A teraz okazuje się, że to było najlepsze co mogło ją spotkać...
Nie dramatyzujmy...trzeba sobie dać czas na przebolenie swojej sytuacji..ale potem należy wziąć się do kupy i śmiało patrzeć do przodu. Leżenie na podłodze we łzach i tak nic nie zmieni..
Subskrybuj:
Posty (Atom)



